Medytacje
DAR BOJAŹNI
Lectio
Dlatego też pan papież Grzegorz, kiedy był jeszcze biskupem Ostii, przybył do klasztoru braci u Matki Bożej w Porcjunkuli, wszedł do domu braci razem z wielu rycerzami, mnichami i innymi duchownymi, którzy z nim przybyli, i poszedł zobaczyć sypialnię braci znajdującą się w tym samym budynku. A kiedy zobaczył, że bracia leżeli na ziemi i nie mieli żadnych poduszek ani posłań, lecz tylko odrobinę słomy i jakieś bardzo ubogie i prawie całkiem podarte i rozlatujące się koce, zaczął bardzo płakać w obecności wszystkich, mówiąc: Oto tutaj sypiają bracia; my zaś, nędzni, opływamy we wszystkim w tyle zbytków. Cóż więc będzie z nami? Stąd też on sam i inni byli tym bardzo zbudowani. Nie widział tam żadnego stołu, gdyż bracia jadali na ziemi. I chociaż klasztor ten od początku, od kiedy został zbudowany, przez długi czas był odwiedzany przez braci całego Zakonu bardziej niż jakikolwiek inny klasztor braci, ponieważ wszyscy, którzy wstępowali do Zakonu, tam mieli swoje obłóczyny, to jednak bracia tego klasztoru zawsze jadali na ziemi, czy było ich mało czy wielu, i jak długo żył święty Ojciec, według jego przykładu i woli bracia tego klasztoru przy posiłkach siedzieli na ziemi.
ZA 74,18–24
Meditatio
Ostatni dar Ducha Świętego, jaki chcemy rozważyć, to bojaźń. Dar ten przede wszystkim stoi na straży naszej właściwej relacji do Boga.
W dzisiejszych czasach stosunkowo często jest spotykane zaburzenie właściwej relacji do Boga. Bardzo często żyje się tak, jakby Boga nie było. Ludzie wierzą, że Bóg jest, ale ta wiara nie ma żadnego wpływu na ich życie, postępowanie, poglądy. O Bogu przypominają sobie wtedy, gdy dotknie ich jakieś nieszczęście albo znajdą się w skrajnej potrzebie.
Co więcej, nie myśląc o Bogu, zatracili pragnienie wieczności, nieba. A co za tym idzie, nie ma w nich także poczucia grzechu oraz świadomości, że za każdy grzech trzeba będzie odpokutować. Myśl o Sądzie Ostatecznym, nagrodzie lub karze, jest dla nich bardzo abstrakcyjna i daleka. Zatracenie bojaźni przed Bogiem, grzechem, karą wieczną wydaje się być czymś normalnym dla wielu uważających się za wierzących.
Skutki braku bojaźni w życiu wewnętrznym są czymś tragicznym. Bardzo często dzieje się tak, że zaczyna się traktować Boga tak, jakby to był jakiś kolega. Jest to przyjaciel, z którym można sobie porozmawiać, pożartować, ale w ostateczności nie bierze się go na poważnie. Zatraca się właściwy dystans, a co za tym idzie, odczucie sacrum.
Tam, gdzie zatraca się poczucie sacrum, wiedzie prosta droga do najrozmaitszych nadużyć. Jeśli Boga nie otacza sacrum, jest to Jego praktyczna detronizacja. Wszelkie nadużycia liturgiczne właśnie tu mają swoje źródło. Poszczególni bracia, jak i cała wspólnota modląc się byle jak i byle szybciej, już stracili poczucie sacrum, czyli Boga.
Dar bojaźni pozwala nam uniknąć takiej skrajności. Mówi nam on, że do Boga należy mieć wielką cześć i szacunek. Bóg to nie jest kolega, zabawka, czy pogotowie ratunkowe. Bóg jest świętością, nie można do Niego inaczej podchodzić, jak tylko w święty sposób.
Dar bojaźni w sposób szczególny dotyczy naszej relacji do grzechu. Grzech jest obecny w naszym życiu, w mniejszym lub większym wymiarze.
Poznanie Boga, Jego świętości i tego, jak nas kocha, pozwala nam lepiej zrozumieć, czym jest grzech i jakie są jego skutki. Grzech jawi się nam wtedy jako największe nieszczęście, jakie może się nam przytrafić. Zerwana więź z Bogiem, zamknięcie się w sobie, utrata bliskości, sensu, pokoju i radości, to tylko kilka skutków grzechu. Lecz najbardziej smutne jest to, że grzech może mieć swoje skutki, które trwają na wieczność.
Jest prawdą, że Bóg jest miłosierny, ale jest też i sprawiedliwy. Ta nieomylna sprawiedliwość wypłaci nam za to wszystko, w czym byliśmy niewierni. Czy przed taką prawdą nie powinniśmy zadrżeć? A jeżeli nie, to przynajmniej rzetelnie się zastanowić nad sobą. Dar bojaźni przypomina nam właśnie o tej prawdzie, że każdy z nas stanie przed sądem sprawiedliwego i miłosiernego Boga.
O tym, że św. Franciszek był obdarzony przez Ducha Świętego darem bojaźni świadczy przede wszystkim jego modlitwa, zanoszona do Boga Najwyższego: Kim jesteś Ty, o Panie, a kim jestem ja. Biedaczyna potrafił się tymi słowami modlić całe noce. Ta modlitwa poprzedzała bezpośrednio dar stygmatów na La Vernie.
Dar bojaźni u św. Franciszka ujawniał się w ogromnym sacrum, jakie posiadał, ilekroć przystępował do Boga. Czy była to jego modlitwa, czy spełnianie funkcji liturgicznych, spełniał to wszystko z ogromną czcią i szacunkiem.
Biedaczyna żył w wyjątkowej bliskości z Bogiem, ale nigdy nie uczynił z Pana jakiegoś przedmiotu swoich zachcianek czy pragnień. Dar bojaźni pozwolił św. Franciszkowi zachować właściwy dystans co do swojej osoby. Nigdy nie zdetronizował Boga, aby siebie postawić w centrum. Bojaźń pomogła mu umieścić wszystko na właściwym miejscu.
Oratio
Przyjdź Duchu Święty i udziel nam daru bojaźni Pańskiej. Spraw, abyśmy dzięki temu darowi nigdy nie zatracili poczucia sacrum. Niech ten dar uchroni nas przed utratą poczucia tego, czym jest grzech oraz nie pozwoli, byśmy kiedykolwiek zapomnieli, że każdy z nas stanie przed Bogiem, sędzią sprawiedliwym.
Lectio
Dlatego też pan papież Grzegorz, kiedy był jeszcze biskupem Ostii, przybył do klasztoru braci u Matki Bożej w Porcjunkuli, wszedł do domu braci razem z wielu rycerzami, mnichami i innymi duchownymi, którzy z nim przybyli, i poszedł zobaczyć sypialnię braci znajdującą się w tym samym budynku. A kiedy zobaczył, że bracia leżeli na ziemi i nie mieli żadnych poduszek ani posłań, lecz tylko odrobinę słomy i jakieś bardzo ubogie i prawie całkiem podarte i rozlatujące się koce, zaczął bardzo płakać w obecności wszystkich, mówiąc: Oto tutaj sypiają bracia; my zaś, nędzni, opływamy we wszystkim w tyle zbytków. Cóż więc będzie z nami? Stąd też on sam i inni byli tym bardzo zbudowani. Nie widział tam żadnego stołu, gdyż bracia jadali na ziemi. I chociaż klasztor ten od początku, od kiedy został zbudowany, przez długi czas był odwiedzany przez braci całego Zakonu bardziej niż jakikolwiek inny klasztor braci, ponieważ wszyscy, którzy wstępowali do Zakonu, tam mieli swoje obłóczyny, to jednak bracia tego klasztoru zawsze jadali na ziemi, czy było ich mało czy wielu, i jak długo żył święty Ojciec, według jego przykładu i woli bracia tego klasztoru przy posiłkach siedzieli na ziemi.
ZA 74,18–24
Meditatio
Ostatni dar Ducha Świętego, jaki chcemy rozważyć, to bojaźń. Dar ten przede wszystkim stoi na straży naszej właściwej relacji do Boga.
W dzisiejszych czasach stosunkowo często jest spotykane zaburzenie właściwej relacji do Boga. Bardzo często żyje się tak, jakby Boga nie było. Ludzie wierzą, że Bóg jest, ale ta wiara nie ma żadnego wpływu na ich życie, postępowanie, poglądy. O Bogu przypominają sobie wtedy, gdy dotknie ich jakieś nieszczęście albo znajdą się w skrajnej potrzebie.
Co więcej, nie myśląc o Bogu, zatracili pragnienie wieczności, nieba. A co za tym idzie, nie ma w nich także poczucia grzechu oraz świadomości, że za każdy grzech trzeba będzie odpokutować. Myśl o Sądzie Ostatecznym, nagrodzie lub karze, jest dla nich bardzo abstrakcyjna i daleka. Zatracenie bojaźni przed Bogiem, grzechem, karą wieczną wydaje się być czymś normalnym dla wielu uważających się za wierzących.
Skutki braku bojaźni w życiu wewnętrznym są czymś tragicznym. Bardzo często dzieje się tak, że zaczyna się traktować Boga tak, jakby to był jakiś kolega. Jest to przyjaciel, z którym można sobie porozmawiać, pożartować, ale w ostateczności nie bierze się go na poważnie. Zatraca się właściwy dystans, a co za tym idzie, odczucie sacrum.
Tam, gdzie zatraca się poczucie sacrum, wiedzie prosta droga do najrozmaitszych nadużyć. Jeśli Boga nie otacza sacrum, jest to Jego praktyczna detronizacja. Wszelkie nadużycia liturgiczne właśnie tu mają swoje źródło. Poszczególni bracia, jak i cała wspólnota modląc się byle jak i byle szybciej, już stracili poczucie sacrum, czyli Boga.
Dar bojaźni pozwala nam uniknąć takiej skrajności. Mówi nam on, że do Boga należy mieć wielką cześć i szacunek. Bóg to nie jest kolega, zabawka, czy pogotowie ratunkowe. Bóg jest świętością, nie można do Niego inaczej podchodzić, jak tylko w święty sposób.
Dar bojaźni w sposób szczególny dotyczy naszej relacji do grzechu. Grzech jest obecny w naszym życiu, w mniejszym lub większym wymiarze.
Poznanie Boga, Jego świętości i tego, jak nas kocha, pozwala nam lepiej zrozumieć, czym jest grzech i jakie są jego skutki. Grzech jawi się nam wtedy jako największe nieszczęście, jakie może się nam przytrafić. Zerwana więź z Bogiem, zamknięcie się w sobie, utrata bliskości, sensu, pokoju i radości, to tylko kilka skutków grzechu. Lecz najbardziej smutne jest to, że grzech może mieć swoje skutki, które trwają na wieczność.
Jest prawdą, że Bóg jest miłosierny, ale jest też i sprawiedliwy. Ta nieomylna sprawiedliwość wypłaci nam za to wszystko, w czym byliśmy niewierni. Czy przed taką prawdą nie powinniśmy zadrżeć? A jeżeli nie, to przynajmniej rzetelnie się zastanowić nad sobą. Dar bojaźni przypomina nam właśnie o tej prawdzie, że każdy z nas stanie przed sądem sprawiedliwego i miłosiernego Boga.
O tym, że św. Franciszek był obdarzony przez Ducha Świętego darem bojaźni świadczy przede wszystkim jego modlitwa, zanoszona do Boga Najwyższego: Kim jesteś Ty, o Panie, a kim jestem ja. Biedaczyna potrafił się tymi słowami modlić całe noce. Ta modlitwa poprzedzała bezpośrednio dar stygmatów na La Vernie.
Dar bojaźni u św. Franciszka ujawniał się w ogromnym sacrum, jakie posiadał, ilekroć przystępował do Boga. Czy była to jego modlitwa, czy spełnianie funkcji liturgicznych, spełniał to wszystko z ogromną czcią i szacunkiem.
Biedaczyna żył w wyjątkowej bliskości z Bogiem, ale nigdy nie uczynił z Pana jakiegoś przedmiotu swoich zachcianek czy pragnień. Dar bojaźni pozwolił św. Franciszkowi zachować właściwy dystans co do swojej osoby. Nigdy nie zdetronizował Boga, aby siebie postawić w centrum. Bojaźń pomogła mu umieścić wszystko na właściwym miejscu.
Oratio
Przyjdź Duchu Święty i udziel nam daru bojaźni Pańskiej. Spraw, abyśmy dzięki temu darowi nigdy nie zatracili poczucia sacrum. Niech ten dar uchroni nas przed utratą poczucia tego, czym jest grzech oraz nie pozwoli, byśmy kiedykolwiek zapomnieli, że każdy z nas stanie przed Bogiem, sędzią sprawiedliwym.

















