W pamięci mieszkańców Miejskiej Górki do dzisiaj pozostaje osoba o. Solana Ratajczyka. Przez wiele lat jawił się jako pewien stały element klasztoru, stając się jego wizytówką. Zmieniali się gwardiani i pozostali bracia, ale przez dwadzieścia lat nie zmieniał się wikary klasztoru, gwarant stabilności, pilnujący miejscowych zwyczajów i wierny swojej pasji.
Stanisław Ratajczyk urodził się 29 września 1909 r. w Roszkach koło Krotoszyna w rodzinie Ignacego i Agnes z domu Kulas. Miał dziesięcioro rodzeństwa. Początkowo uczył się w gimnazjum koedukacyjnym typu humanistycznego w Koźminie, ale nie zdał egzaminu końcowego. Miał problemy z językiem francuskim. Później kontynuował naukę w państwowym gimnazjum w Poznaniu, ale po niezaliczeniu kolejny raz języka francuskiego zrezygnował z dalszej nauki.
Nie poniechał jednak z wyznaczonego celu. Od wczesnej młodości dorastał w religijnej atmosferze. W rodzinnym domu prenumerowano „Rycerza Niepokalanej” i jak wyznał, jego lektura ukształtowała w nim powołanie franciszkańskie. Przedstawił więc swoją sytuację władzom zakonnym i jako dwudziestodwuletni młodzieniec został przyjęty do nowicjatu.
Nowicjat rozpoczął w Wieluniu 30 lipca 1932 r. pod imieniem zakonnym brat Solan. Tam także złożył profesję czasową 31 lipca 1933 r. Po uzupełnieniu zaległych egzaminów podjął studia filozoficzne w Osiecznej oraz teologiczne we Wronkach. Profesję wieczystą złożył 1 sierpnia 1936 r. we Wronkach na ręce prowincjała o. Michała Porady. Święcenia prezbiteratu przyjął 26 września 1937 r. we Wronkach z rąk biskupa Walentego Dymka.
Po święceniach został skierowany do Kobylina, gdzie był nauczycielem niższego seminarium. We wrześniu 1939 r., jak wszyscy zakonnicy, został wypędzony z Kobylina. Nie szukał jednak miejsca daleko, ale postanowił zadekować się w okolicy i przeczekać. Najpierw przez kilka miesięcy mieszkał w Baszkowie, potem dwa lata u Sióstr Szarytek w Zdunach, przez rok w Ostrowie Wielkopolskim u swojej siostry. Nie był też bezczynny. Zarabiał na życie pracując w pałacowej gorzelni w Lewkowie koło Ostrowa. Nie porzucił również posługi kapłańskiej. Przez cały okres wojny i okupacji posługiwał potajemnie w różnych domach sióstr zakonnych, między innymi u Szarytek w Zdunach, u Elżbietanek w Krotoszynie i Ostrowie oraz u Pasterzanek. Duszpasterstwo sióstr zresztą do końca życia stało się jego jednym z najważniejszych zajęć. W każdym klasztorze, w którym potem przebywał, istniała cała lista żeńskich domów zakonnych, które odwiedzał z posługą. Po przejściu frontu radzieckiego, jeszcze przed zakończeniem wojny, podjął też pracę nauczyciela w państwowym liceum w Ostrowie Wielkopolskim.

Od lewej: o. Solan Ratajczak OFM oraz o. Wincenty Dwucet OFM. Kobylin 1937
Po zawierusze wojennej w 1945 r. powrócił do Kobylina, gdzie został najpierw prezesem (1945-48) a następnie gwardianem (1948-54). Od 1949 r. Kobylin był jednocześnie domem nowicjatu. Jako gwardian w 1954 r. przeżył likwidację własnego klasztoru przez władze PRL. Niespodziewanie, 28 lipca tego roku otrzymał pismo od Przewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu z informacją, że z chwilą otrzymania pisma zostaje zawieszona działalność klasztoru. Wiązało się to z ustanowieniem w Kobylinie obozu pracy i internowania wysiedlonych Sióstr Elżbietanek ze Śląska. Jemu samemu jednak polecono pozostać na miejscu. Na wyraźne polecenie władz państwowych w klasztorze miał pozostać sam gwardian, któremu zlecono odtąd pełnienie funkcji kapelana internowanych sióstr i rektora kościoła. Zachowała się relacja samego o. Solana, który twierdzi, że przekazując mu tę informację powołano się na władze kurialne z Poznania, które miały się na to zgodzić. Arcybiskup poznański Walenty Dymek został w tej sprawie postawiony przed faktem dokonanym i sam poradził o. Solanowi aby zgodził się na tę decyzję. Po naradzie z władzami zakonnymi oraz z kapłanami miejscowego dekanatu, o. Solan przystał na tę propozycję. Miał to być sposób na zachowanie klasztoru w Kobylinie, mimo eksmisji, w rękach Zakonu i na ograniczone duszpasterstwo w kościele klasztornym i w okolicy. Napisał o tym sam o. gwardian w liście do prowincjała już z 4 sierpnia prosząc o pisemne potwierdzenie tej decyzji. Odtąd w katalogach prowincji funkcjonuje on zamiennie jako gwardian, rektor kościoła albo kapelan.
Z zachowanych dokumentów wynika, że wywózka dobytku klasztornego trwała kilka dni. O. Solan sporządził szczegółowy i dokładny inwentarz rzeczy ruchomych. Większość szat liturgicznych, paramentów i utensyliów kościelnych zabrano do Goruszek. Pozostała jedynie niewielka ich ilość potrzebna do liturgii na miejscu. Posiadamy również dokładny spis wyposażenia klasztornego. Nie wiemy jednak czy wszystko zostało zabrane.
O. Solan został zatem jednocześnie rektorem kościoła jak i opiekunem około stu pięćdziesięciu uwięzionych sióstr. Miał do dyspozycji jeden mały pokoik przy furcie. Dla wiernych kościół klasztorny został zamknięty. Odtąd objął on całą troskę o duchowe potrzeby sióstr sprawując sakramenty, będąc ojcem duchownym, spowiednikiem i głosząc konferencje ascetyczne i dogmatyczne. Organizował też siostrom rekreacje. Wspierali go w tym także miejscowy dziekan i okoliczni proboszczowie. On sam jednak nie był ograniczony w innych posługach i na ile czas mu pozwalał pomagał także okolicznym kapłanom w posłudze duszpasterskiej. We wspomnieniach sióstr pozostał jako ten, który pomógł wielu z nich przeżyć wielki obozowy koszmar. Za tę posługę otrzymał też oficjalne podziękowanie od biskupa poznańskiego.
Po likwidacji obozu zakończył się także pobyt o. Solana w Kobylinie. W 1959 r. przebywał krótko w Osiecznej, a w tymże roku na kapitule prowincjalnej został wybrany gwardianem w Poznaniu. Urząd ten pełnił przez dwie kadencje do 1965 r. W 1965 r. został wikarym domu zakonnego we Wschowie.

Od 1968 r. rozpoczął się jego długi pobyt w Miejskiej Górce, gdzie pełnił przez cały czas funkcję wikarego domu, oprócz krótkiego okresu od czerwca 1971 r. do lutego 1972 r. Przez wielu młodszych braci był kojarzony tylko z tym jednym klasztorem jako jego stały element. Tutaj oczkiem w jego głowie stał się ogród klasztorny, gdzie w każdym wolnym czasie pracował. Jednak prawdziwą pasją, której mógł teraz dać upust stała się klasztorna pasieka. Był bowiem zamiłowanym pszczelarzem. Był nie tylko praktykiem, ale zdobył ogromną wiedzę teoretyczną w przedmiocie. Jeszcze będąc nowicjuszem w Wieluniu zajmował się klasztorną pasieką. Później, przebywając w Kobylinie ukończył stosowne kursy pszczelarstwa i gospodarki pasiecznej potwierdzone przez Prezydium Powiatowej Rady Narodowej, uzyskując stopnie zawodowe w tym zakresie. Został nawet członkiem Zrzeszenia Pszczelarzy Związku Samopomocy Chłopskiej w Krotoszynie, gdzie zdał końcowy egzamin pszczelarski z wynikiem celującym. O jego pszczelarskiej działalności dowiadujemy się ponadto z kilku zachowanych listów oraz wspomnień osób go pamiętających. Jeden z seminaryjnych towarzyszy, który w starszym wieku pracował w Austrii i bezskutecznie zapraszał go do siebie w odwiedziny, ironizował w liście – Ty Twoich pszczół nie opuścisz chyba aż do śmierci.

Tak też się stało. O. Solan zmarł 18 września 1987 r. w klasztorze w Miejskiej Górce, wierny swojej pasji. Tam został pochowany na cmentarzu zakonnym. Żył 77 lat, w Zakonie 55, w kapłaństwie 49. Kilku dni mu zabrakło do obchodu złotego jubileuszu kapłaństwa. Ktoś odnotował, że o. Solan kochał przyrodę i często przebywał w samotności na jej łonie.
o. Ezdrasz Biesok OFM