o. Tytus Stanisław Semkło OFM

Nie chciałem, musiałem, takie były czasy (o. Tytus Semkło OFM, 1911-1999)

Nie chciałem, musiałem, takie były czasy (o. Tytus Semkło OFM, 1911-1999) 375 500 Śląscy Franciszkanie

Zdarzało się, że niektórzy z braci nosili, oprócz imienia chrzcielnego oraz imienia zakonnego, także trzecie, nietypowe imię dla mężczyzny – Maria. Zwyczaj dodawania tego imienia pochodził z Włoch, gdzie nadawano je ze względu na wielką część do Matki Bożej. W naszej Prowincji nadawano je w dowód uznania za jakieś szczególne zasługi. Taki przywilej otrzymał o. Tytus Semkło, prowincjał i wychowawca niższych seminariów. Choć sam się tym imieniem nie podpisywał to jednak tak go tytułowano i ślad tego znajdujemy na pismach do niego kierowanych.

Stanisław Semkło urodził się 21 sierpnia 1911 r. w Dormowie koło Międzychodu, w gospodarskiej rodzinie Stanisława i Anny z domu Engler. Miał pięciu braci i cztery siostry. Jedna z sióstr była Służebniczką i przebywała, między innymi, w Panewnikach. Stanisław jako chłopiec podjął drogę powołania zakonnego. W latach 1926-1928 był uczniem kolegium serafickiego we Wronkach, a w latach 1928-1930 uczniem Państwowego Gimnazjum w Rybniku i mieszkańcem miejscowego Kolegium Serafickiego.

Podobnie jak niektórzy inni uczniowie, jeszcze przed ukończeniem szkoły poprosił o przyjęcie do Zakonu. Tłumaczył to biedą rodziców oraz tym, że przebywanie w państwowej szkole jest szkodliwie dla rozwoju powołania. Jego prośba została przyjęta.

Nowicjat rozpoczął 25 września 1930 r. w Wieluniu pod imieniem zakonnym brat Tytus. Profesję czasową złożył 27 września 1931 r. na ręce prowincjała o. Augustyna Gabora. Po nowicjacie został skierowany do Osiecznej, gdzie uzupełniał przerwaną naukę z zakresu szkoły średniej i studiował filozofię. Studia teologiczne odbył we Wronkach. Profesję wieczystą złożył 28 września 1934 r. we Wronkach na ręce tego samego prowincjała. Święcenia prezbiteratu przyjął 26 września 1937 r. we Wronkach z rąk bp Walentego Dymka.

o. Tytus Stanisław Semkło OFM

Po święceniach został skierowany do klasztoru w Rybniku, gdzie powierzono mu funkcję prefekta, czyli wychowawcy uczniów niższego seminarium duchownego. Był wszechstronnym nauczycielem. Uczył języka polskiego, religii, historii, geografii i gimnastyki. Powoli jednak przygotowywano przeprowadzkę. Jako że od września 1939 r. planowano otwarcie nowoczesnego gmachu kolegium w Jarocinie, jeszcze latem tego roku podjęto wysyłkę wyposażenia szkoły. O. Tytus jako prefekt uczestniczył w tych pracach. Niestety seminarium jarocińskie nie miało szczęścia.

Po wybuchu wojny prefekt był poszukiwany przez Gestapo, dlatego uszedł na Morawy, gdzie zamieszkał w klasztorze Mährisch Trübau (obecnie Moravská Třebová). Przebywał tam od października 1939 r. do marca 1940 r., kiedy to musiał także stamtąd uciekać do Monachium. W międzyczasie wyrobił sobie fałszywy Ausweis pod nazwiskiem Sigmŭnt Žukowský, podając zamieszkanie w Krakowie-Prokocimiu i zatrudnienie jako Wachbeamter (strażnik). Kiedy w lipcu 1940 r. udało mu się zalegalizować pobyt w Panewnikach, podjął funkcję wikariusza parafialnego. Niebawem jednak Gestapo odkryło jego machlojki w dokumentach i od 1943 r. do zakończenia wojny znowu ukrywał się, tym razem w prywatnym mieszkaniu zaprzyjaźnionych parafian na terenie Ligoty. Na jednym z zachowanych dokumentów zapisano, że w czasie wojny był także nauczycielem tajnych kompletów z języka polskiego i historii.

o. Tytus Stanisław Semkło OFM

Po wejściu sowietów do Katowic w styczniu 1945 r. przedostał się potajemnie do Rybnika, który nadal był okupowany przez Niemców. Podając nazwisko innego współbrata, który posiadał legalne dokumenty, zamieszkał w opustoszałym klasztorze Rybnickim. Pozostał tam jedynie stary i schorowany brat Egbert. Pozostali zakonnicy byli bowiem wywiezieni do Niedobczyc. Kiedy w marcu do Rybnika wkraczali radzieccy „wyzwoliciele” o. Tytus zdołał ukryć kościelne paramenty i inne precjoza oraz część zapasów z klasztornej spiżarni. Czego zaś nie zdołał ukryć to sowieci spakowali ze sobą jako „wojennaja trofiej”.

Po wojnie był krótko przełożonym w Osiecznej, a już w sierpniu 1945 r. idąc za głosem zakonnego posłuszeństwa udał się na ziemie odzyskane, aby w imieniu Zakonu po 117 latach odzyskać dawny klasztor we Wschowie. Został tam pierwszym przełożonym a jednocześnie proboszczem w Osowej Sieni i nauczycielem gimnazjum we Wschowie (1945-1948). W obu tych miejscach trzeba było budynki podnosić z ruin i od podstaw organizować duszpasterstwo. Wśród ludności dominowali repatrianci ze wschodu i osadnicy z terenu całej Polski.

o. Tytus Stanisław Semkło OFM

Wschowa – o. Tytus Semkło OFM z klasą Bronisława Geremka

Został także prefektem gimnazjum we Wschowie. Uczył religii i łaciny. Wśród jego szkolnych wychowanków znalazł się między innymi późniejszy znany polityk Bronisław Geremek, do niedawna jeszcze Beniamin Lewertow, który ocalony z warszawskiego getta wraz mamą i ojczymem osiadł we Wschowie. Jego przybrany ojciec został tam starostą i okazał wiele życzliwości do odradzającego się klasztoru. Założył społeczny komitet jego odbudowy i sam został przewodniczącym tego komitetu. Zachowało się zdjęcie klasowe na którym uwieczniono ojca prefekta Tytusa i młodego Bronisława Geremka. Na jednym ze spotkań absolwentów tej szkoły dawni wychowankowie wspominali między innymi ojca Tytusa mówiąc o nim – wspaniały, prawy człowiek, duch i organizator wielu imprez.

W tym właśnie czasie, w 1948 r. o. prowincjał Antoni Galikowski w uznaniu zasług nadał mu prawo posługiwania się drugim imieniem – Maria. Nie wyjaśnia bliżej motywu tego wyróżnienia, ale z kontekstu można wnioskować, że doceniono jego wysiłki w odzyskaniu dla Zakonu starego klasztoru we Wschowie. Odtąd jego imię oficjalnie brzmiało Tytus Maria.

Tymczasem w kraju gęstniała sytuacja polityczna a relacje rządu z Kościołem stawały się coraz bardziej napięte. Prowincja od 12 lat nie odbyła ani jednej kapituły i nadchodził czas, kiedy trzeba było ją wreszcie odbyć. Obawiając się ingerencji władz państwowych o. prowincjał Galikowski, w poufnym liście do generała poprosił o wyznaczenie wizytatora, który bez rozgłosu przeprowadziłby wizytację oraz o zamianowanie nowego Zarządu Prowincji dekretem, tak aby władze nie mogły ingerować w wybory. Tak też się stało.

Wiosną 1950 r. wizytator generalny o. Bronisław Szepelak z jednoczesnym tytułem Komisarza Prowincji sprawnie przeprowadził wizytację, a kiedy przybył na kapitułę ogłosił dekret, w którym kuria generalna już wcześniej mianowała cały Zarząd Prowincji na trzyletnią kadencję. Teraz tylko zostało to ogłoszone. Prowincjałem został 38-letni o. Tytus. Najprawdopodobniej sam wizytator, po zebraniu głosów, właśnie jego imię przedstawił w Rzymie jako najlepszego kandydata. Niebawem, po zatwierdzeniu całych akt kapituły dotarło z Rzymu kolejne pismo, w którym generał za aprobatą Stolicy Apostolskiej, mając na uwadze narastające problemy Kościoła w Polsce, mianował go dodatkowo delegatem generalnym ze specjalnymi uprawnieniami. Na następnej kapitule prowincjalnej w 1953 r, o. Tytus został już w zwyczajnym trybie wybrany na kolejne trzylecie. Urząd ten piastował do 1956 r. mając do końca uprawnienia delegata generalnego.

Czas jego urzędowania należał niewątpliwie do bardzo trudnych. Przyszło mu zmagać się z coraz to nowymi administracyjnymi przeszkodami, z nakładaniem na klasztory obciążeń podatkowych, z likwidacją niższych seminariów, z odebraniem klasztoru w Kobylinie i w Jarocinie, z częściowym zawłaszczeniem pomieszczeń w innych większych klasztorach, z aresztowaniami niektórych braci czy w końcu z próbami inwigilacji ze strony służb państwowych. Mimo wszystko, przeprowadził Prowincję przez ten okres bez większych strat. Wobec władz był ugodowy i nie konfrontacyjny. Tonował wśród braci zapalczywe nastroje. Mimo całego stalinowskiego reżymu były w tym czasie nowe powołania, funkcjonowały nowicjat i seminarium. Wobec likwidacji niższych seminariów znalazł sposób na to, aby nie utracić uczniów i wszystkich chętnych, na jakimkolwiek etapie nauki, bez problemu przyjął do nowicjatu. Uruchomił studium filozofii w Opolu oraz zdołał rewindykować z powodzeniem kościół i klasztor w Bytomiu.

o. Tytus Stanisław Semkło OFM

Po zakończeniu kadencji prowincjała w latach 1956-1968 został wybrany kustoszem, czyli wikariuszem prowincji i rezydował w Rybniku. Kiedy na fali października 1956 r. zezwolono na ponowne otwarcie niższych seminariów właśnie rybnickie seminarium powierzono ojcu Tytusowi jako rektorowi. Teraz uczył w nim religii i języka niemieckiego. Niestety, ciągle musiał się zmagać z administracyjnym nękaniem, ciągłymi wizytacjami z kuratorium i próbami zamknięcia szkoły pod byle pretekstem. Zarzucano mu niewłaściwe stosunki wychowawcze, specyficzny wpływ na psychikę młodzieży czy nacjonalistyczne lektury w bibliotece. Ostatecznie w 1962 r. placówkę zamknięto. Rektor podjął posługę wikariusza parafialnego.

W międzyczasie pełnił inne urzędy w imieniu Zakonu. W 1957 r. o. generał powierzył mu funkcję wizytatora generalnego Prowincji Matki Bożej Anielskiej. Później, w 1966 r. ponownie został wizytatorem generalnym, tym razem Prowincji Niepokalanego Poczęcia NMP.

W latach 1968-1974 był gwardianem w Poznaniu, a następnie w latach 1974-1977 wikarym domu tego klasztoru. W latach 1977-1983 był gwardianem w Panewnikach, a następnie wikarym tego domu. Był też ekonomem w Panewnikach.

o. Tytus Stanisław Semkło OFM

Przez całe życie wiele serca wkładał w duszpasterstwo sióstr zakonnych. Służył swoją posługą Służebniczkom, Boromeuszkom, Elżbietankom, Urszulankom i Franciszkankom Orlickim. Ponadto z ramienia biskupa wizytował Siostry Franciszkanki od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej. Posługę wśród sióstr wypełniał aż do śmierci.

Pod koniec życia chorował na nadciśnienie tętnicze i zmarł na tętniaka aorty piersiowej. Zmarł 15 lipca1999 r. w klasztorze panewnickim. Został pochowany na miejscowym cmentarzu. Żył 88 lat, w Zakonie 68, w kapłaństwie 61.

O. Tytus zawsze żywo interesował się sprawami Prowincji. Wobec młodych współbraci wydawał się niedostępny, ale przy bliższym kontakcie otwierał się i chętnie podejmował rozmowę, zwłaszcza w starszym wieku. Nie uciekał od trudnych tematów i potrafił krytycznie spojrzeć na czasy swojej młodości. Z jego ust czasem padały takie słowa – nie chciałem, musiałem, takie były czasy. Z ostatnich lat jego życia zapamiętano, że zawsze był obecny czy to w kaplicy czy w refektarzu. Był wytrawnym znawcą koniaków.

o. Ezdrasz Biesok OFM